Dwadzieścia lat po maturze spotkali się absolwenci pierwszej w naszym mieście klasy muzycznej. Już od IV klasy szkoły podstawowej, pod okiem Mariana Bęćkowskiego, zaczęli przygodę z muzyką.


"To bardzo fajny pomysł, to bardzo fajny pomysł..." śpiewała Republika w piosence o zjeździe klasowym pt. "Umarła klasa". Bardzo fajnym pomysłem, wzbudzającym masę emocji, okazało się spotkanie byłej klasy o profilu muzycznym z "parku", czyli Zespołu Szkół nr 1 w Stargardzie, rocznika 1977.

Była to klasa, która niemalże w całości przeszła ze Szkoły Podstawowej nr 4, gdzie od IV klasy miała profil muzyczny, więc jej uczniowie znają się od ponad 30 lat. Po 20 latach po maturze i 7 latach po śmierci ich wychowawcy Mariana Bęćkowskiego, z klasy w podstawówce i w szkole średniej, gdzie doszło kilka nowych, spotkało się około 30 osób. Wydarzenie miało miejsce w sobotę, w restauracji Złoty Smok.

Panie od polskiego i matmy

Niespodzianką organizatorów spotkania było zaproszenie nauczycielek, polonistki Anity Szczepaniuk i matematyczki Wioletty Rekowskiej, które do dziś pracują w ZS 1. Panie wyglądają świetnie i nie wyróżniały się z grona uczennic!

- Jesteśmy bardzo zadowolone i zaszczycone, że po 20 latach zaprosili nas na takie spotkanie i że ucieszyli się na nasz widok, to miłe - wyznaje Anita Szczepaniuk. - To była moja ulubiona klasa. Przeżyliśmy razem dużo imprez. Były koncerty, przedstawienia, przygotowali piękny występ na studniówce. Przyznaję, że niektórych uczniów nie poznałam.

- Też bardzo lubiłam tę klasę, była wspaniała - mówi Wioletta Rekowska. - To były naprawdę artystyczne dusze, zawsze głośni, ale tacy szczególni - special! Z matematyki dobrze zdali maturę. A z Sylwią Wielebą jestem teraz w rodzinie!

Pani Wioletta mówi, że w klasie prym wiodła Celina Skrobisz, jej ulubiona uczennica. Ta zaś opowiada, że utrzymały się klasowe przyjaźnie i artystyczne zainteresowania. Ona do dziś gra w domu na pianinie.

- Przez to, że była to klasa artystyczna, dała mi wrażliwość na całe życie, to ogromna wartość - wyznaje Celina Skrobisz, która od czasu studiów mieszka i pracuje w Szczecinie. - Mieliśmy szansę na śpiewanie, grę na instrumentach, wyjazdy na koncerty i warsztaty. Marian Bęćkowski miał dobrą filozofię wychowania artystycznego. Dziś w modelu edukacyjnym muzyki jest mało albo nie ma jej wcale, stawia się bardziej na wychowanie specjalistyczne. W naszej klasie była inna jakość. To nie była zwykła szkoła i zwykła klasa...

Z Anglii i z Norwegii

Emilia Prus na spotkanie w Stargardzie przyleciała z Londynu, gdzie mieszka od prawie 14 lat. Po studiach geologicznych i gemmologicznych pracuje w branży jubilerskiej.

- Po części więc artystycznej - śmieje się Emilia. - To spotkanie jest wspaniałe. Znamy się tyle lat, z większością chodziłam do szkoły od 7 roku życia i czuję się jak w rodzinie. Niesamowite, że nie zmienili się wiele. Mam wrażenie jakbym z niektórymi widziała się wczoraj.

- Naprawdę nikt się nie zmienił, wszystkich poznałem! - potwierdza Marcin Ziomek, od 5 lat mieszkaniec Norwegii. - Tylko dziewczyny zaczęły się malować.

- Mam nadzieję, że będą kolejne takie spotkania, częściej niż co 20 lat - mówi Emilia Prus.

Zapomniany nauczyciel

Główną organizatorką spotkania była Sylwia Wieleba (z domu Lewandowska).

- Mam nadzieję, że dzięki temu będziemy częściej się spotykać, utrzymywać bliższe kontakty, bo właśnie przyjaźnie ze szkoły podstawowej i średniej przetrwają najdłużej - mówi Sylwia Wieleba.

Jak mówi Sylwia, wśród absolwentów ich klasy są osoby, które z muzyką związały się zawodowo. Np. perkusista Piotr Maślanka, który nie dotarł do Stargardu, gdyż koncertuje z Michałem Bajorem. Pianista Marcin Dęga uczy w poznańskich szkołach muzycznych. Katarzyna Bińkowska uczy gry na flecie w Szczecinie. Zawodowym śpiewakiem jest Piotr Dolata. To tylko niewielka część wychowanków Mariana Bęćkowskiego, byłego nauczyciela muzyki w stargardzkich szkołach i placówkach. Mającego duże zasługi w tej dziedzinie, a jednak - zdaniem jego uczniów - niedocenionego i zapomnianego.

- Pan Marian bardzo dużo zrobił dla miasta, a mam poczucie, że Stargard nie do końca się za to odwdzięcza... - uważa Sylwia Wieleba.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!