Jerzy Ślusarczyk  Jerzy Ślusarczyk

Jerzy Ślusarczyk (© Jarosław Jakubczak)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Czym zajmuje się leśnik - opowiada Jerzy Ślusarczyk z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu.

Gdy w domu trzyma się pieska czy kotka, to po dwóch lub trzech latach staje się on członkiem rodziny. Leśnik, który troszczy się o las przez sto lat, przyzwyczaja się do niego w ten sam sposób i utrata każdego drzewa, np. w wyniku pożaru, bardzo boli.

Dla mieszkańców miasta dwa drzewa stojące przed blokiem często są skarbem nie do przecenienia. Gdy przedsiębiorcy chcą wykarczować kilka roślin przy realizacji swoich inwestycji, często podnoszone są protesty. Bardzo dobrze, że dbamy o przyrodę wokół nas, ale jako leśnicy patrzymy na to trochę inaczej. Pod naszą kuratelą mamy bowiem dużo drzew tego typu i podobnego wieku. Często zapomina się też, że las, oprócz walorów przyrodniczych, musi dostarczać surowca. Pozyskiwaniem drewna zajmują się leśnicy i choć jest to źródło odnawialne, to trzeba nim gospodarować w sposób racjonalny.

Zarzuca się nam, że wycinamy najwięcej drzew, ale na tym polega nasza praca. Można ją porównać do zajęcia rolnika, który też wycina najwięcej zbóż. Różnica leży w skali przedsięwzięcia, a nasze uprawy są rozplanowane na dłużej. Jeżeli rolnik, w wyniku pomyłki, posieje odmianę zboża niedopasowaną do gleby, to w kolejnym roku może to zmienić. Błędy w sadzeniu lasu skutkują problemami odczuwanymi przez kilka pokoleń. Dlatego każde posunięcie leśnika musi być oparte na wiedzy popartej wewnętrznym instynktem. Chemiczne i mechaniczne właściwości środowiska można poznać z książek, ale wszystkie uwarunkowania na styku gleby, wody, wilgotności, czy wiatrów znacznie trudniej opisać. Leśnik pracujący umysłem i sercem wie, że w niektórych miejscach na przykład sadzonka świerka nie przyjmie się, mimo że siedlisko, oceniane książkowo i obejmujące jakiś areał, mówi że można go tam wprowadzić. To są niuanse, których nie da się zapisać w wymogach. Na całe szczęście mamy kadrę, która robi to z powodzeniem, czego dowodem jest zwiększenie się ilości lasów na Dolnym Śląsku. W 1945 roku było tu 21 proc. lesistości, w tej chwili jest to 29,2 proc. To dużo, a marzy się nam jeszcze więcej.

Rocznie na Dolnym Śląsku sadzimy 35-50 milionów drzewek. Nie oznacza to, że po stu latach tyle zetniemy. W zależności od gatunku, na jednym hektarze umieszcza się od 6 do 10 tysięcy sadzonek. Gdy las dojrzeje do okresu zebrania plonu, pozostaje na nim 500 do 1000 drzew. Drewno jest drogie, to fakt. Przyjmijmy jednak modelową gospodarkę lasu o powierzchni 100 ha. Co roku obsadzamy tam jeden hektar, a stuletni drzewostan wycinamy. Musi on nam dać tyle pieniędzy, żeby wystarczyło na pielęgnację pozostałych 99 hektarów i zalesienie jednego nowego. Drewno sprzedawane jest na aukcjach, dlatego jego ceny podlegają sporym wahaniom - zdarza się, że chętnych na nie jest tylu, że nie jesteśmy w stanie zaspokoić potrzeb odbiorców. Z drugiej strony są też sytuacje, gdy na nasz towar nie ma chętnych. W naszej pracy, jak wszędzie, zdarzają się drobne potknięcia, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że gospodarujemy racjonalnie i przyroda nam się odwdzięcza.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!