O tym jak pisać bestsellery dla najmłodszych, dlaczego ilustracje w książce są bardzo ważne i o dziecku w sobie z autorką powieści „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” i „Pięć sprytnych kun" rozmawiała Małgorzata Stuch

Prawie rok temu rozmawiałyśmy o skarpetkach i zapowiadała pani kolejną książkę o sprytnych kunach. Jak widać plany się spełniły...
No cóż, w czasie gdy rozmawiałyśmy, książka była już właściwie skończona. Potem było czekanie na ilustracje Daniela de Latour, który jest rozchwytywanym twórcą i nie mógł tak po prostu rzucić wszystkiego i rysować. No ale, jak zawsze, warto było czekać. A geneza książki była taka, że jakiś czas temu trafiłam na artykuł, opisujący szkody poczynione przez kuny, szalejące po ulicy jednego z miast. Opis był tak zabawny, że uznałam, iż jest to świetny punkt wyjścia dla historii o tych zwierzakach, które również szaleją w moich okolicach, czyli na warszawskich Bielanach – zaczęłam to spisywać, mieszając w równych proporcjach życie i bajkę i – jakoś poszło.

Jak powstawała książka o sprytnych kunach?
Siadałam i mówiłam do siebie na głos – kiedy sobie „dyktuję” historia plecie się sama. Ja lubię, żeby mi ładnie brzmiało. To tyle, jeśli chodzi o warsztat pisarski. Poza tym odtwarzam różne prawdziwe sytuacje z życia, opisuję prawdziwe osoby – nawet pod postacią kun. Ludzi też prawdziwych, czasem pod zmienionymi nazwiskami, ale nie zawsze. Na przykład pan Bartłomiej to mój syn Bartek – człowiek stateczny, spokojny, niewiarygodnie empatyczny i rycerski. No i doceniający dobre jedzenie.

„Pięć sprytnych kun” to książka dla najmłodszych czytelników. Niektórzy pisarze twierdzą, że powieści dla młodzieży i dzieci trudno się pisze. Co pani na to?
Bo ja wiem? Mam w sobie dużo dziecka i ogromne doświadczenie w słuchaniu/opowiadaniu bajek. Generalnie pisze mi się łatwo. Piszę w tej chwili również książkę dla dorosłych i ona idzie mi o wiele trudniej – nie dlatego, że są jakieś istotne różnice w podejściu do czytelnika (i tego dziecięcego i dorosłego trzeba traktować poważnie), tylko że
pisząc dla dorosłych można sobie na mniej pozwolić
Pisząc dla dzieci możemy używać fantazji w sposób nieograniczony – i to jest cudowne.

Chyba ma pani słabość do liczb w tytułach – pierwsza książka opisywała dziesięć skarpetek, najnowsza pięć kun. Ta słabość jest przypadkowa? Czy to premedytacja?
Nie było w tym premedytacji, ale jak się tak zastanawiam, to faktycznie liczby porządkują mój świat.
Umawiam się ze sobą na różne rzeczy – w liczbach
Na przykład: teraz będę czytać przez godzinę, teraz popracuję do dwunastej, do 14 będę sprzątać, przepłynę 40 basenów, i tak dalej. Mam takie poczucie, że wprowadza to w mój świat więcej ładu. Może to z tego się wzięło.

Miała pani jakichś małych pomocników przy pisaniu obu książek? Trudno uwierzyć, że książki, które podobają się młodym czytelnikom napisała samodzielnie dorosła osoba ?
Nie miałam pomocników w czasie pisania kun, ale miałam życzliwych recenzentów – poza wydawcami, rzecz jasna. Mój mąż, doktor fizyki i człowiek z zamiłowaniem do precyzji oraz konkretu, wszystko czytał bardzo staranie i wytykał mi logiczne niedoróbki – a zawsze trochę ich jest. Natomiast moje dzieci dzieliły się ogólnymi wrażeniami, które – Bogu dzięki – były pozytywne. Natomiast ostatnio skończyłam drugą część skarpetek i tu już pomoc była – ze strony mojego męża, któremu przyśniła się jedna ze skarpetkowych przygód. I ja tę przygodę skrupulatnie opisałam, a potem jeszcze dałam mu do autoryzacji.

Bohaterowie pani książek są co najmniej niezwyczajni. Skąd pomysł najpierw na skarpetki a teraz kuny? Rozumiem inne zwierzęta, ale kuny wydają mi się mało literackie…no i jakieś mało sympatyczne.
Kiedy byłam małym dzieckiem, każdy przedmiot był dla mnie w jakimś sensie ożywiony. Prowadziłam w myślach pertraktacje z moimi misiami – który ma leżeć bliżej mnie. Żywe wydawały mi się przedmioty, które brały udział w różnych ludzkich perypetiach. I coś z tego we mnie zostało.
Jestem potwornie sentymentalna, niczego nie potrafię wyrzucić, wszystko jest dla mnie cenne – ze względu na czas, który się osadził na łyżce, skarpetce, książce.
Dlatego nie mam problemu z tym, by uczynić ze skarpetki bohatera romantycznego. Nie zgadzam się, że kuny są nieliterackie. Nie są też niesympatyczne – proszę im się przyjrzeć uważniej!

A tak przy okazji - która kuna jest pani ulubioną I dlaczego? Kogoś przypomina?
Czy któraś pięciu jest moją ulubioną? Wszystkie lubię, może Euzebiusz zwany Ebim jest mi nieco bliższy, bo musi pokonywać rozmaite wewnętrzne opory. A znam wielu takich ludzi…

Pani książka o skarpetkach została Najlepszą Książką Dziecięcą „Przecinek i Kropka” 2015. Proszę zdradzić jaka jest recepta na taką książkę? Jak napisać bestseller dla dzieci?
Ta książka nie tylko zdobyła nagrodę Empiku „Przecinek i Kropka” 2015, ale też dostałam za nią Warszawską Nagrodę Literacką – oczywiście do spółki z Danielem de Latour. Ta nagroda była przyznawana przez krytyków literackich, natomiast „Przecinek i Kropka” przez czytelników. Jednym słowem podobała się i teoretykom i praktykom literatury dziecięcej. To dla mnie niesamowita nobilitacja i impuls do dalszego pisania. Ale nie mam recepty na bestseller. „Skarpetki” były moją pierwszą książką i nikt się nie spodziewał, że się to aż tak spodoba. Jest w tym trochę magii. Pomysł był na pewno zabawny i nie wyeksploatowany, no i te cudowne rysunki…
Świetnie ilustrowane książki – mogę to powiedzieć, bo nie ja ilustruję - z fajną treścią, to chyba jest recepta na bestseller dla dzieci.


Kiedy rozmawiałyśmy po raz pierwszy, po ukazaniu się skarpetek powiedziała pani, że długo marzyła o pisaniu. Chciała pani pisać właśnie takie książki?
Tak w ogóle chciałam być pisarką, tworzyć światy, zwielokrotniać przeżycia, wyrażać siebie, szaleć w wyobraźni. Wszystko to, co napisałam do tej pory, choć jest bajką, opowiada o moim życiu i unieśmiertelnia ważne dla mnie chwile, ważnych ludzi. Tak, nawet pod postacią skarpetek. I – owszem, właśnie tego chciałam.

Czy książki o skarpetkach i kunach powstały również dla pani dzieci?
Tak, oczywiście. Chociaż moje dzieci powoli wyrastają z książek dla dzieci. Ale ponieważ w książkach są poukrywane także ich historie, to jest to coś w rodzaju pamiątki. Mała B. z książki o skarpetkach to moja córeczka Basia. Pan Bartłomiej z książki o kunach to mój dorosły Bartek. W trzeciej książce, która ukaże się na dniach napisałam to i owo o Antku. A także o moim bracie Karolu.


Obie wspomniane przez panią książki ilustrował Daniel de Latour. Kto jest pomysłodawcą ilustracji? Czy rysownik sam wszystko wymyślił, czy sugerował się pani pomysłami?

Rysownik ma doskonałe własne pomysły, chociaż kilka moich również zrealizował, ale oczywiście w ogóle, nie w szczególe. Na przykład chciałam, żeby książka o kunach miała wyklejkę okładki z mapą okolicy, w której rozgrywają się przygody ludzi i zwierzaków. Jest to moja okolica – połowa nazw na mapie jest prawdziwa, a połowa wymyślona. Dom pana Bartłomieja stoi w tym miejscu, w którym stoi naprawdę i Daniel świetnie to narysował.


Co ma jeszcze pani w planach? Kim będą bohaterowie kolejnych książek?

Za parę dni ukażą się bajki muzyczne „ W to mi graj”, do których ilustracje zrobił mistrz Józef Wilkoń. Bohaterami są dzieci uczące się muzyki - tym razem nie ma zwierząt ani przedmiotów na pierwszym planie. Jest natomiast muzyka poważna, a konkretnie 12 słynnych utworów. Starałam się, biorąc je za punkt wyjścia, wymyślić historie nawiązujące fabułą do samej melodii, jej dramaturgii. Mam nadzieję, że pozwoli to dzieciom zapamiętać te utwory i zachęci do snucia własnych wyobrażeń – co też te melodie opowiadają.
A poza tym skończyłam właśnie drugą część skarpetek, zaczęłam książkę o zwariowanym wynalazcy panu Kardanie i jego pomocniku Michałku – tym razem postanowiłam opisać mojego męża, który jest fanem mojej twórczości i do tej pory czuł się trochę pokrzywdzony, bo ja tylko o dzieciach i o dzieciach. Piszę też wspomniane opowiadania dla dorosłych, z bożą pomocą może kiedyś skończę i jeszcze jedną książkę o niejakiej Babcosze, do której ilustracje również zrobi Daniel de Latour. Wiem, powinnam skończyć jedno i zacząć drugie. Ale jak się prze tyle lat tylko wymyślało historie, to ma się ochotę spisać wszystkie na raz.

---

Justyna Bednarek
Z wykształcenia jest romanistką, ale pracuje jako dziennikarka i redaktorka w pismach kobiecych, gdzie pisze m.in. opowiadania o miłości. W 2004 roku opublikowała trzy wierszowane bajeczki o skrzacie Lenku (wydane przez krakowskie wydawnictwo Skrzat). Napisała dwie książki dla dzieci z wątkami autobiograficznymi „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" (2015) i „Pięć sprytnych kun" (2016), wydane przez Poradnię K. „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” zostały wybrane przez czytelników najlepszą książką dla dzieci (konkurs „Przecinek i Kropka", najbardziej prestiżowy i jeden z najstarszych w Polsce laurów w kategorii literatury dla najmłodszych). Justyna Bednarek i Daniel de Latour są także laureatami 9.edycji Nagrody Literackiej m. st. Warszawy w kategorii literatura dziecięca – również za książkę „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” .



Książki

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

LBE (gość)

W sobotę o 13.00 spotkanie autorskie z Justyną Bednarek, WSTĘP WOLNY https://www.facebook.com/events/1217072871647968/